Dlaczego przyciągasz chujowe związki?

czerwca 15, 2017

Dobra, nie bulwersuj się. Miałam napisać „beznadziejne”, „niesatysfakcjonujące”, a może „nieodpowiednie”, kiedy sądzę, że są chujowe? Nazywajmy rzeczy po imieniu. Chujowy to najlepsze określenie czegoś, co jest ze wszech miar do dupy, i tego się tutaj będziemy trzymać. Chujowego związku możesz doświadczyć raz, a możesz w taki wchodzić ciągle i trzeba się zastanowić, dlaczego je przyciągasz.

Co jest takiego w Tobie lub w Twoim postępowaniu (na jedno wychodzi), że przyciągasz do siebie nieodpowiednich mężczyzn lub nieodpowiednie kobiety? Kminiłam ten temat przez lata. Omnibusem w tej kwestii nie jestem, ale coś mi się klaruje, bo ja przecież swego czasu sama byłam ekspertką od przyciągania chujowych związków, to wiem.

Przyciąganie nieodpowiednich (toksycznych) związków


Nie każdy nieodpowiedni związek jest toksycznym, ale już każdy toksyczny jest nieodpowiednim. O tych toksycznych związkach napisano już tyle, że nie mam zamiaru powielać tej wiedzy. Skupię się na nieco innym aspekcie. Nie tylko na świadomych wyborach, ale też na tym, co kieruje Tobą podświadomie, kiedy pakujesz się w kolejny związek, który do niczego nie prowadzi.

W moim rozumowaniu właściwy, satysfakcjonujący związek to taki, w którym obie strony zyskują. Każda zaspokaja swoje cele i jednocześnie nie wykorzystuje przy tym jakoś boleśnie drugiej osoby (nie mówimy o sytuacjach typu: misiu, kup mi tę torebkę). Satysfakcjonujący związek to taki, w którym spełniasz siebie i pozwalasz się spełniać drugiej osobie. To taki, w którym czujesz się dobrze, pewnie, swobodnie i w którym doświadczasz tego, co chciałeś doświadczać w momencie, kiedy w tę relację wchodziłeś.

Jeżeli któryś z tych aspektów nie jest spełniony, możemy mówić o jakimś tam stopniu niedopasowania, ale kiedy taki związek autentycznie krzywdzi albo kończy się tak samo lub podobnie jak poprzednie, to masz prawo podejrzewać, że coś jest nie tak. Teraz zajmiemy się sprawdzeniem, o co chodzi.

Partner jak ojciec, partnerka jak matka


Zdajesz sobie sprawę z tego, że życiowych partnerów często dobieramy sobie w odniesieniu do tego, jacy byli nasi rodzice? Kobiety podświadomie wybierają partnerów podobnych do ojca a mężczyźni partnerski podobne do matek. To są pierwsze wzory męskości i kobiecości w naszym życiu. W podświadomości małej dziewczynki wzorem faceta staje się ojciec/dziadek/ojczym lub po prostu mężczyzna, który ją wychował, natomiast w podświadomości małego chłopca tym wzorem jest mama/babcia/macocha. Mówiąc o wzorcu, nie rozpatrujemy go racjonalnie pod kątem tego, czy nasz rodzic był dobry, kochający i tak dalej. Wzorcem może być zarówno oddany córce tatuś, jak i stosujący przemoc skurwysyn. Dziecko wie, co jest dobre a co złe, przyjemne i bolesne, ale zakorzeni w sobie postać ojca jako wzoru. Jakiegoś tam punktu odniesienia. To działa trochę opacznie i z pewnością na naszą niekorzyść, ale niestety działa i trzeba mieć tego świadomość.

Tak więc, jeżeli jesteś kobietą i ponosisz ciągle porażki w relacjach z partnerami, zatrzymaj się na chwilę i zastanów, czy aby nie byli oni podobni do ojca, z którym miałaś złe relacje, którego nienawidziłaś, który Cię skrzywdził, opuścił w dzieciństwie, na którego miłość musiałaś zasłużyć i tak dalej. Rozłóż swoich poprzednich partnerów na czynniki pierwsze i poszukaj związku z tym, jaki był Twój ojciec. Może nie było go w Twoim życiu w ogóle, bo odszedł od Ciebie i Twojej matki, a teraz jakoś dziwnie Twoi faceci też Cię zostawiają, mimo że dajesz im całą siebie?



Jeżeli jesteś mężczyzną i wymiksowujesz się ze związków, w których nie czujesz się dobrze, to pomyśl przez chwilę, czy Twoje partnerki nie były takie, jak matka? Może otaczają Cię opieką tak nadmierną, że aż się dusisz? A może wymagają od Ciebie tak, jak kiedyś mama wymagała dobrych ocen i niepobrudzonych spodni? A może partnerki odchodzą, a Twoja mama poszła kiedyś w tango, zostawiając Cię samego z bezbronnym wobec sytuacji ojcem? Może zakorzeniłeś w sobie przeświadczenie, że kobieta to osobnik, który przyjdzie, wyssie Cię i ucieknie?

Powtarzający się schemat związku


Zostawia Cię pierwszy chłopak lub pierwsza dziewczyna. Ból, łzy, niedowierzanie, złość na płeć przeciwną. Postanowienie, że już nigdy nie dasz się skrzywdzić. Nowy związek. Strach przed powtórką. Energia strachu, nieufność, obawa o jutro. Koniec związku. I tak kilka razy.

Podobny schemat, tylko partnerzy inni. Piękna miłość i nagłe BUM! Kaniec filma. Czasami nawet w podobnych momentach związku. Po pierwszej deklaracji. Po pierwszym wspólnym wyjeździe. Po pierwszym seksie. Po… wstaw sobie dowolne.

Przy drugim razie zaczynasz zauważać, że coś jest nie tak. Kurcze, znowu to samo. Co jest? Ano coś jest i tym czymś są prawdopodobnie…

Negatywne przekonania

Rodzisz się jako taka czysta, nieświadoma istotka. Tabula rasa – chciałoby się powiedzieć. Żyjesz sobie i ze stanu pierwotnej szczęśliwości z biegiem lat zaczynasz przechodzić w stan coraz słabszego spełnienia. Dojrzewasz – mówią. Później mówią, że to ta dorosłość. Potem zganiają na starość. Wiesz, zawsze da się na coś zgonić, a najłatwiej na to, na co nie masz wpływu. Tak jest prościej, ale Ty wiesz, że nie o to chodzi.

Kiedyś roześmiana i szczęśliwa, dziś jakoś tak słabiej. Kiedyś silny i pewny siebie, dziś jakiś taki rozmyty. Wtłaczają nas w ramki i uczą powinności. Pokazują, co nam wolno, czego nie. Gdzie są nasze granice i gdzie szczyty możliwości.

- Nie jesteś wystarczająco ładna.
- Nie jesteś wystarczająco mądry.
- Nie masz na tyle pieniędzy, żeby do niej startować.
- On będzie wolał kogoś młodszego.

Wierzysz w to. Wierzysz, że nie stać Cię na wiele. Że ten facet na Ciebie nie spojrzy albo że dla tamtej kobiety jesteś za słaby bolek. Nabierasz przekonania o własnej niższości, smutnej przeciętności lub nawet całkowitej beznadziei. Bieg zdarzeń uczy Cię, że miłość boli, że zakochanie to tylko przez pierwsze 3 lata, a potem to już przyzwyczajenie. Dużo nauczył Cię związek rodziców, w którym ojciec rządził, a matka słuchała. Nie odeszła, żeby nie krzywdzić dzieci. A może pamiętasz swojego ojca, który tak pragnął ciepła rodzinnego, a rządziła nim hetera, której zależało tylko na nowych pantofelkach.

Zakorzeniły się w Tobie konkretne przekonania dotyczące związków. Część wyniosłeś z domu, reszta przypałętała się do Ciebie później. Przychodziły po kolejnych nieudanych związkach, po oglądaniu smutnych obrazków z życia znajomych par. Po przeczytaniu artykułu opisującego skalę rozwodów w Polsce. Te przekonania przylazły niepytane o zdanie. Coś sprawiło, że w nie uwierzyłeś, że wziąłeś je jak swoje, schowałeś głęboko, a teraz odtwarzasz jak tą piosenkę, która tak bardzo Ci się podoba.



Dałaś się przekonać, że facetom zależy tylko na seksie.

Dałeś sobie wmówić, że kobieta to i tak prędzej czy później zdradzi, bo ten typ tak ma.

Dałaś się przekonać, że nie zasługujesz na partnera swoich marzeń, bo dzisiaj to silikon rządzi światem, a Ty przecież nie masz i Cię nie stać, a nawet jak Cię będzie stać, to się boisz.

Dałeś sobie wmówić, że średnią krajową zadowoli się tylko taka żona z niższej półki, więc nie ma sensu szukać ucieleśnienia swoich pragnień.

Dałaś się przekonać, że facet to facet i pić musi i każdy prędzej czy później zacznie.

Mam wymieniać dalej?

To wszystko to przekonania. Twoje, może moje, nas wszystkich. To przekonania, z których nie zdajemy sobie sprawy. Przed którymi się tak bardzo bronimy. No bo przecież my sami decydujemy o swoim życiu. Wiemy, co robimy. Nie postępujemy głupio. Żadne okoliczności nami nie sterują, a już nie daj boże sentymenty. O święta naiwności… czemuś tak powszechna?

Czytałam gdzieś ostatnio, że tylko 10% czynności wykonujemy świadomie. Naprawdę sądzisz, że w tych dziesięciu procentach jest wybór partnera, sposób postrzegania związku i kierowania nim? Też lubiłam się kiedyś oszukiwać. :)


Latka lecą, wezmę co się nawinie

Każdy z nas ma coś takiego jak zegar biologiczny. Bardziej uwidacznia się u kobiet, ale u mężczyzn też działa. Ten zegar to coś takiego, co mówi Ci, że już czas założyć rodzinę, że czas posadzić to cholerne drzewo. Że czas w końcu rodzić te dzieci, ale jakoś cholera, no nie ma z kim. Wiesz, że młodsza to już nie będziesz albo że jurniejszym niż teraz się nie staniesz (jeżeli jesteś facetem). Coś tam w środku tyka. Coś czeka, a presja czasu sprawia, że wybierasz źle.

Nie znalazłaś księcia z bajki, nie trafiła się ta super dziewczyna, o której tak marzyłeś. Rodzina napiera, znajomi dopytują. Sam lub sama czujesz, że to już czas, więc bierzesz, co się nawinie. Decydujesz się na związek z kimś, kogo nie kochasz, do kogo nie czujesz tego, co chciałbyś czuć. Wchodzisz w relację z kimś, kto Cię nie zaspokaja, kto nie rozumie Cię tak, jak chciałbyś być rozumiany. Byle by było. Nie udało się zdobyć złota, to chociaż srebrem chcesz się zadowolić. Tylko że od samego początku wiesz, że to srebro nie daje szczęścia. Niby jakoś tam błyszczy, ale Cię nie grzeje. Niby jest cenne, ale Ty wiesz, że lepsze byłoby co innego. W tym związku się nie spełniasz, a to dlatego, że zaniżyłeś oczekiwania, nie dowierzając, że stać Cię na coś lepszego.

Nie ma znaczenia, jak to się stało, że wylądowałeś w związku bez przyszłości albo w takim, w którym znowu zostałeś porzucony. Nie ma znaczenia, czy stało się to od razu, czy po jakimś czasie. Jedno jest natomiast pewne, zrobiłeś to sam. Twoje myśli, uczucia i przekonania sprawiły, że związek był taki, a nie inny.

Nie możesz obarczać partnera tym, że wam nie wyszło. To nie tylko on jest winny. Właściwie pojęcie winy jest tutaj czymś niewłaściwym. To po prostu odpowiedzialność. Nie możesz szukać winy w partnerach, bo wybierasz ich samodzielnie. To, że kierujesz się nieuświadomionymi pobudkami, nie stanowi podstawy do tego, żeby winą obarczać ich. Przyciągamy się na podstawie przekonań, celów i pragnień. Twój partner przyciągnął Cię, bo chciał czegoś doświadczyć, tak jak i Ty. Nie jest niczyją winą, że nie wyszło. Po prostu coś chcieliście dzięki tej relacji przeżyć. Tak Ty, jak i ta druga osoba.

Może Ty masz w sobie zakodowane przekonanie, że kogokolwiek nie pokochasz, ten odejdzie, a tamta osoba przekonanie, że miłość jest tylko przez krótki czas, a później przyzwyczajenie, więc po przejściu pewnego etapu, odchodzi? Zawsze jesteśmy idealnie dopasowani.

Pierwszy krok do zbudowania wspaniałego związku to zdanie sobie sprawy z tego, jak przyciągaliśmy do tej pory i na czym się opieraliśmy. Bez zidentyfikowania wzorca postępowania, trudno się od niego uwolnić. Musisz zdać sobie sprawę, co Tobą kieruje. Walka z niewidzialnym wrogiem rzadko kiedy może być wygrana.

7 komentarzy:

  1. Kobieto uwielbiam Twoje teksty!
    Zawsze idealnie w punkt!
    Korzystam ze wskazówek. Wykonuję ćwiczenia.
    Bardzo mi pomaga. I najważniejsze: TO DZIAŁA!
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że nie "natrzaskuje się" w klawiaturę niepotrzebnie :)

      Usuń
  2. 'Nie natrzaskujesz się niepotrzebnie' i ja wyciągam od Ciebie co tylko się da ;)
    A odnośnie dzisiejszego wpisu, to cóż... wszyscy mi mówią, że jestem sama, bo mam za duże wymagania i powinnam obniżyć. Ja na to, że wolę być sama niż z byle kim. I wiem, że ten właściwy jest i poznam go gdy obydwoje będziemy na siebie gotowi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, trzeba zacząć żyć w ten sposób, jakby ta druga osoba już była. To trochę trudne, ale możliwe do zrealizowania i co najważniejsze - wielu osobom dało efekty. Może za jakiś czas o tym napiszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Napisz koniecznie. Bo to naprawdę nie jest proste, żyć tak jakby...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby było proste, nikt nie szukałby odpowiedzi. Gdyby było łatwo, to sukces by tak nie cieszył...

      Usuń
  5. Ja od roku nie przyciągam żadnych związków ;P

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.