Czy wiesz, że wszystkie Twoje porażki były zwycięstwami?

czerwca 13, 2017


Twoja ostatnia klęska bolała bardzo mocno i ja to wiem. Nie tego oczekiwałeś i nie o to prosiłeś świat. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Nic tylko usiąść i płakać, prawda? Nie kochanie! Dopiero teraz masz siłę, by iść dalej. Dopiero teraz zrozumiesz, o co w tym chodziło.

Ból porażki, której nie widzisz naprawdę


Nastawiasz się tak pozytywnie, wszystko ma być ok, a się nie udaje. Ponosisz klęskę i tak raz za razem. Plujesz sobie w brodę, że to nie tak miało być. Szukasz przyczyn, analizujesz i  spalasz się w negatywnej aurze emocji, które temu towarzyszą. Tak wiele z siebie dałeś. Tak dużo było do zdobycia i nie masz nic. Wstyd przyznać się przed samym sobą, że się nie udało. Wstyd powiedzieć innym i pokazać, że nie dałeś rady.

Czujesz, jak ziemia osuwa Ci się pod stopami. Masz wrażenie, że zawiodłeś dosłownie wszystkich. Ta klęska boli, a ból jest jeszcze większy, kiedy dochodzą do niego wyrzuty sumienia. Zrobiłeś coś głupiego albo nie zrobiłeś tego, co było bardzo ważne i teraz masz – musisz wypić to piwo, które sobie tak sprytnie nawarzyłeś i zaczynają się schody. To piwo jest zepsute, nie da się go przełknąć i boisz się nawet na nie spojrzeć. Niestety musisz, bo sam jesteś tym piwem i trzeba to zaakceptować. W tym właśnie momencie jesteś w swoich oczach tym piwem, które się zepsuło. Tym, którego nie tylko Ty sam nie wypijesz, ale którego Twoim zdaniem nie tkną też inni.

Porażka? A co to niby jest?


Wiesz, zrobiłam w życiu wiele głupich rzeczy. Nie zliczę, ile razy dałam plamy. Ile razy zawiodłam, zagalopowałam się, zapomniałam o czymś, poszłam w tango lub złamałam ogólnie przyjęte zasady. Tyle razy błądziłam i tyle samo żałowałam tych błędów. Wpadałam w stan permanentnego kaca moralnego, wyrzutów sumienia, niedowierzania i wręcz odrazy do siebie i wszystkiego, co wokoło. Przeklinałam cały świat, czułam się jak kupa i miałam zamiar się poddać.

Nie myśl, że skoro teraz tu tak „mądrze” piszę, to urodziłam się Alfą i Omegą. Nie byłam nią, nie jestem i nie będę nigdy. I nigdy też nie przestanę doświadczać porażek. Akceptuję, że nigdy nie będę tak dobra, jak chciałabym być. Dopuszczam do siebie myśl, że mogę nigdy nie osiągnąć tego, na czym mi najbardziej zależy, ale wiem jedno:

Nie było w moim życiu jeszcze takiej porażki, która później nie okazałaby się zbawienna. Cokolwiek złego się zdarzyło, to w dłuższej perspektywie było dobre.

Mogę podać Ci kilka przykładów.

- Gdybym nie straciła pracy, nigdy nie założyłabym swojej firmy.
- Gdyby nie rzucił mnie ktoś, kogo tak kochałam, nigdy nie stałabym się taka silna.
- Gdybym nie przesadziła nigdy z alkoholem, nie spełniłabym swoich skrytych fantazji.
- Gdybym zawsze była doceniana, nigdy nie chciałoby mi się pokazywać, że stać mnie na więcej.

Każda klęska generowała we mnie działanie, które doprowadzało w konsekwencji do stanu lepszego, niż przed klęską i często różnica ta była ogromna. Większość najlepszych rzeczy w moim życiu zrodziło się z totalnej porażki. Ze stanu, w którym łzy płynęły po policzkach, a ja pytałam: Boże, dlaczego?

Tak jak ponoć sztuka rodzi się w biedzie, tak często największe sukcesy wyrastają z totalnych porażek. Dlatego nie bój się popełniać błędów. Nie bój się dać plamy, płakać, wyć do księżyca i rwać włosów z głowy. Nie bój się, że coś zniszczy Twoją idealność. Taka idealność, jaką mamy w głowie, po prostu nie istnieje. Stawiamy sobie poprzeczki tak wysoko, że czasami nigdy nie dochodzimy do momentu, w którym da się je przeskoczyć.

Nie mogę słuchać już tego bełkotu pseudo coachów, że możesz wszystko już teraz, kiedy wiem, że w tym momencie to się nie stanie. Przynajmniej na razie tak sądzę, a że nie lubię robić z gęby dupy, to powiem Ci, że masz prawo się mylić. To nie odbiera Ci człowieczeństwa i piękna. Masz prawo iść i dać plamy. Możesz zawieść siebie i wszystkich dookoła. Wolno Ci i nie ma sensu się przez to biczować. Tylko musisz też wiedzieć, że dzisiejsze łzy mogą być jutrzejszym szczęściem.


Przypomnij sobie jakąś sytuację, kiedy totalna klęska okazała się później szczęściem. Taki moment, w którym myślałeś, że świat się zawali, a okazało się, że gdyby nie ta sytuacja, to nie byłbyś tym, kim jesteś i nie miał tego, co masz. Świat zna wiele dróg. Jedne są proste i przyjemne, inne kręte i bolesne, ale każda z nich prowadzi do jakiegoś spełnienia. Każda daje jakiś tam efekt i sens w tym, by zrozumieć, że było Ci to potrzebne. Świadomy umysł może nie widzieć w tym żadnej logiki, ale dla podświadomości czy ducha ten sens jest bardzo klarowny.

Ogromnym szczęście jest umieć akceptować to, co się zdarza i widzieć w tym zalążek przyszłego sukcesu.

- Jeżeli raz się oparzysz, na przyszłość będziesz ostrożny.
- Kiedy raz popełnisz błąd, drugi raz go unikniesz.
- Gdy raz poznasz smak bólu, kolejna przyjemność w życiu będzie słodsza.

Nie ma takiej klęski, która działaby się po nic. Nie ma znaczenia, czy tracisz męża, przyjaciela, pieniądze czy dom – niezwykle ważne jest zrozumieć, że ma to sens i ten sens zmierza do tego, żeby później było Ci lepiej. Tego nie da się wytłumaczyć inaczej.

Trzeba mieć wiarę w to, że świat się nie myli. Zrozumienie, że nie jesteś chorągiewką na wietrze, tylko wiatrakiem z dokładnie wyznaczonym sposobem działania. Wiatrak nie wygeneruje energii, jeżeli nie będzie go smagał bolesny wiatr. Wiatrak jest napędzany tym, co stanowi dla niego największe zagrożenie. Z nami jest podobnie. Największą siłę da Ci największa klęska. Ten moment, w którym upadniesz na kolana i poczujesz, że już nie masz siły wstać.

Wszystkie Twoje porażki były zwycięstwami bez względu na to, jak je widzisz. Każda coś Ci dała. Każda była potrzebna, a intensywność bólu dobrano wprost proporcjonalnie do Twoich potrzeb. Świat nie daje Ci więcej, niż jesteś w stanie znieść.

Możesz się zadręczać, ale możesz też już teraz poszukać pozytywnych aspektów swojej porażki. Znaleźć wszystkie te drzwi, które ta porażka Ci otworzyła i szanse, których byś bez niej nie miał.


Może, gdyby nie odszedł ten mężczyzna, spędziłabyś życie, zadowalając się namiastką uczuć?

Może gdybyś został w tej pracy, nigdy nie poczułbyś całkowitego spełnienia?

Być może dzięki tej chorobie dostrzegłeś to, co w życiu najważniejsze, a co wcześniej miałeś gdzieś?


Czy to dobrze, czy to źle – któż to wie? Nigdy nie wiesz, czy właśnie nie opłakujesz boleśnie najpiękniejszego momentu w Twoim życiu. Dosłownego przełomu, który otworzy Ci drogę do miejsc, które wcześniej były poza zasięgiem.



Nigdy nie jesteś przegrany. Życie to gra, w której się nie przegrywa. Po prostu niektórzy przechodzą etapy wolniej i dokładniej. Tak jak ci studenci, co już ósmy rok studiują, bo wierzą w potęgę precyzji. :)

„Drogą do zmniejszenia bólu, który kojarzycie z ziemskimi doświadczeniami i zdarzeniami – zarówno własnymi, jaki i innych – jest inne ich postrzeganie. Nie jest w twojej mocy zmienić zewnętrzną szatę zdarzeń, musisz więc przeobrazić twe wewnętrzne ich doświadczenie”. - Rozmowy z Bogiem

Ty decydujesz, jak postrzegasz daną rzecz czy zdarzenie. Możesz postrzegać coś jako klęskę, ale możesz też wybrać, że od samego początku widzisz w tym zalążek przyszłego sukcesu.

Jeszcze nigdy nie przegrałeś. Bez względu na to, co myślisz i co mówią inni, nie poniosłeś w życiu nigdy żadnej prawdziwej klęski, bo coś takiego nie istnieje. Jest tylko droga, a na niektórych drogach są po prostu kamienie i można się przewrócić. Nie myl jednego kamienia z końcem całej gry.

4 komentarze:

  1. Tak czytam ten tekst i się zastanawiam, jak przestać generować te porażki, jak ich nie tworzyć w swoim zyciu. Albo odwrotnie. Jak tworzyć życie, w którym brak miejsca na porażki. Mam nieodparte wrażenie, że sam tworzę sytuacje, które mogłyby się nie zdarzyć, których (z pozoru) nie chcę.
    Bo to, że porażki nas uczą i są "po coś" nie ma wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznanie się przed samym sobą do tego, że jest się twórcą tego, co się zdarza, to już ogromny krok. Bo skoro wiesz, że tworzysz "złe", to wiesz też, że tak samo możesz tworzyć "dobre" i mechanizm tworzenia jednego i drugiego jest taki sam. Zastanów się, co robisz, że tworzysz "złe" i spróbuj robić to samo w odniesieniu do "dobrego". W odniesieniu do tego tekstu możesz też zaufać, że świat będzie Cię prowadził tak, żeby podejmować dobre dla Ciebie wybory.

      Usuń
  2. Dziękuję za odpowiedź. Właśnie sobie przy okazji uświadomiłem, ile cudownych i pięknych rzeczy już stworzyłem... dlaczego wciąż koncentruję się na tych złych, niewłaściwych? Skierowanie uwagi na właściwe rzeczy to podstawa :-)
    Dziękuję. Alleluja i do przodu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego że jesteśmy jak ci artyści, którzy nigdy nie są zadowoleni ze swojego dzieła? Łatwiej jest nam wypatrywać porażek niż sukcesów, bo biologicznie i mentalnie jesteśmy nastawieni na podnoszenie poprzeczki. Z jednej strony to dobrze, bo mamy motywację albo przynajmniej jej namiastkę, ale z drugiej... sam wiesz...

      Usuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.