Strać nadzieję, a los się być może odwróci

maja 08, 2017

Kiedy bardzo czegoś chcesz, a wyczerpałeś już wszystkie możliwe drogi, to tak naprawdę została Ci jeszcze jedna: strać nadzieję. Musisz ją stracić świadomie i biorąc pełną odpowiedzialność za to, co z Tobą będzie, gdy zaniechasz wszelkich metod osiągnięcia swojego celu.

Strać nadzieję – totalnie i do końca


Życie nauczyło mnie, że im bardziej czegoś chcę i im bardziej się na coś nastawiam, tym mniej tego mam. Zostaje mi to zabrane niemalże spod nosa, w scenariuszu tak nieprawdopodobnym, jak filmowy. Tak jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Próbuję różnych dróg. Mądrych i głupich, ale sprawa ani drgnie i wtedy przychodzi taki moment, że się poddaje. I nie słuchaj tych, którzy mówią, że nie wolno się poddawać, bo wciskają Ci kit. Jeśli wyczerpiesz wszelkie możliwości, to właśnie wskazane jest się poddać i stracić nadzieję.

Świat jest jakoś tak dziwnie skonstruowany, że pcha, kiedy Ty ciągniesz i ciągnie, kiedy Ty pchasz. Im bardziej czegoś od niego chcesz, tym częściej łapiesz się na tym, że tego nie dostajesz lub jest Ci to zabierane. W toku nauki i zrozumienia pewnych praw, filozofii i spostrzeżeń, zaczęłam dostrzegać korelację między tzw. „odpuszczeniem” a otrzymaniem tego, na czym mi wcześniej tak bardzo zależało.

Pisząc o stracie nadziei, mam na myśli taką dosłowną jej utratę. Nie, że tylko udajesz przed samym sobą, ale że naprawdę się poddajesz. Zawieszasz broń, zrywasz z szarpaniem się i szukaniem nowych rozwiązań. Po prostu kapitulujesz i mówisz sobie:

Ok, więc niech się stanie tak, jak ma się stać. Przyjmę wszystko.

I to musi być szczere! Masz postanowić, że przyjmiesz z pokorą i wdzięcznością każde rozwiązanie, jakie przyniesie Ci świat. Bez płaczu, bez jakiegoś wyrzucania losowi, że Cię krzywdzi. Musisz po prostu całkowicie zaprzestać dążenia do celu i zająć się czymś innym. Czymś, co sprawia Ci przyjemność.

Bardzo często jest tak, że to poddanie się, jakby dosłownie „reguluje” przestrzeń i ustawia świat tak, żeby jednak dostarczyć Ci tego, o czym wcześniej marzyłeś. Nie zawsze tak, jest, ale zauważyłam, że zdarza się to dość często. Skoro więc nie masz już żadnych dróg, to co Ci szkodzi spróbować?



To skapitulowanie może mieć dwa rozwiązania.

Pierwszy to osiągnięcie celu, który wcześniej Ci się marzył i to osiągnięcie go całkowicie bez wysiłku. Tak jakby rozwiązanie samo spadło Ci z nieba, a odpowiedni ludzie sami zapukali do Twoich drzwi. To przypomina sytuację, kiedy próbujesz sobie coś przypomnieć, ale się nie da się, a kiedy olejesz sprawę, samo Ci się przypomni. Coś na ten deseń.


Druga ewentualność jest natomiast taka, że nic się nie zmieni. Odpuścisz i cel nie przyjdzie, ale i tutaj masz zysk. Skoro odpuściłeś, to po prostu lepiej Ci się żyje. Nie ma już tego szarpania, tego błądzenia we mgle. Z pełną świadomością, po wykorzystaniu wszelkich możliwych rozwiązań, odpuszczasz. Poddajesz się ze spokojem i kończy się Twój wyścig chomika w kołowrotku.

Zarówno jedno, jak i drugie rozwiązanie doprowadzają Cię do spokoju i pogodzenia z samym sobą. W moim przypadku jakieś 70% „odpuszczonych” spraw jednak rozwiązywało się tak, jak wcześniej chciałam. To ¾ wszystkich spraw i zdarzeń, a więc bardzo dużo. Pokazuje to jasno, że naprawdę warto odpuścić, ale tak szczerze. Nie pod płaszczykiem nadziei.

Musisz stracić nadzieję


Kiedy piszę o straceniu nadziei, mam na myśli jej utratę w całej rozciągłości. Takie totalne poddanie się, bez cienia szpachlowanego lęku i bez cienia pytań w stylu: a może jeszcze się uda? To ciekawe, kiedy mi się teraz ułoży?

Nie! Podejmując decyzję o odpuszczeniu, musisz to zrobić całkowicie. Bez jakichś ukrytych oczekiwań. Tak totalnie. I jednocześnie też zaprzestać wszelkich działań, które do tej pory miały miejsce.

Nie gwarantuje Ci, że odpuszczenie sprawi, że osiągniesz swój cel. Niczego nie mogę Ci w  zagwarantować. Jestem tylko człowiekiem. Może czującym trochę więcej i widzącym dalej, ale tylko człowiekiem. I jak każdy człowiek mam swoje wzloty i upadki, ale wiem, kiedy odpuścić i to jeszcze nigdy mnie nie zawiodło.


Najbardziej przywiązany do nas jest ten pies, którego nie trzymamy na łańcuchu... Tak samo jest z marzeniami.

4 komentarze:

  1. A co z "myślisz mówisz masz"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze działa tak, jak byśmy chcieli. Kiedy sprawa stoi, to trzeba ją odpuścić. Niestety nikt nie dał nam gwarancji na życie.

      Usuń
  2. Doświadczyłam tego jako rezygnację z oczekiwań i poddanie się, takie pogodzenie się z losem, nawet najgorszym. I od tego momentu rzeczy zaczęły się zmieniać, w krótkim czasie moja sytuacja się odwróciła o 180 stopni. Ale najpierw musiałam przejść swoje katharsis. Dla mnie to było jedno z najcenniejszych życiowych doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
  3. 3 lata doświadczałam zmagania ,drogi wyboistej budując dom w pojedynkę z dwójką małych dzieci ,kiedy bliska ci osoba ginie ... to był hard rock .Skrupulatne plany,harmonogram prac i wydatków ,wszystko robiłam jak automat ,nie mając pojęcia o tym .Zamykałam kajet i DZIAŁO SIĘ ! Po latach , kiedy mi coś nie wychodzi ,planuję i zamykam .. też się dzieje . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.