Moja historia z Prawem Przyciągania – od jednego grosza w portfelu do własnej firmy i pewności siebie

kwietnia 26, 2017

Miałam w portfelu jeden grosz. Jeden ostatni grosz, który nawet nie był mój, tylko pożyczony.

Nie miałam pracy, nie miałam nikogo, kto by mnie kochał (oprócz rodziny). Nie miałam nic. Zmieniałam prace jedna za drugą i ile bym nie zarobiła, wszystko traciłam. W ciągu dwóch lat od tej chwili, w której miałam ostatni grosz, mam firmę, własny dom i działkę, zatrudniam ludzi, pracuję z mega zajebistymi firmami, mam grono adoratorów i pewność, że jestem fantastyczna.

Pieniądze i Prawo Przyciągania


Kiedy patrzyłam na ten ostatni grosz w portfelu, wiedziałam, że to nie tak miało być. Przecież marzyła mi się niezależność, bycie samemu sobie szefem, pieniądze, zabawa i szczęście a co mam? Stary portfel a w nim jeden grosz.

Poszłam do pracy, której nienawidziłam, ciągle marząc o tym, że kiedyś to ja będę szefem. Zawsze byłam inteligenta i do tego chodząca encyklopedia. Ktoś kiedyś przypadkowo poprosił mnie o pomoc w zrobieniu pewnej rzeczy. Zgodziłam się i dałam radę. Wyszło super. Zrobiłam coś, co lubiłam robić. Postanowiłam robić tego więcej. Robiłam to za darmo, dla ludzi, żeby się uczyć i być lepszą, a tych ludzi przychodziło coraz więcej i więcej. Oni chcieli mi płacić, a ja robiłam coś, co kocham i zarabiałam.

W końcu miałam tyle pieniędzy, że postanowiłam otworzyć swoją firmę. Wydałam na nią wszystko, co miałam. Początki były trudne, ale mnie rozpierała duma, kiedy widziałam pieczątkę ze swoim imieniem i nazwiskiem. Sikałam ze szczęścia, wystawiając nową fakturę i dumnie odpowiadałam na pytanie „gdzie pracujesz?” mówiąc: „u siebie, mam własną firmę”. Zakorzeniłam w sobie przekonanie, że coś mam, że coś znaczę i że czeka mnie świetlana przyszłość.

Firma była garażowa. Kupiłam nowe meble pod kątem tego, że kiedyś przeprowadzę się z nimi do nowego biura. Moja mama zaśmiała się w głos.

- Do biura? Haha.
- A co? Myślisz, że nie będę go nigdy miała?

Rok później oświadczyłam jej: kiedy kierowca przyjedzie po meble, to daj mi znać.

- A co – zapytała?
- A nic, przeprowadzam się do mojego biura – odpowiedziałam, a ona spojrzała tylko w podłogę.

To było piękne uczucie. Ta świadomość, że spełniają się Twoje marzenia.

I pal licho, że pracowałam po kilkanaście godzin dziennie. Wiedziałam, na co pracuję – na swoją markę, na swój przyszły dom, na swoje szczęście i na to, żeby pokazać, że ja umiem i mnie stać na wiele.

Po przenosinach do nowego biura zatrudniłam pierwszego pracownika. Bałam się, że nie będzie mnie stać na to, żeby go utrzymać. W końcu miałam teraz na utrzymaniu 2 osoby plus ZUS, Urząd Skarbowy, biuro, media, księgową i wiele innych rzeczy. Jakoś starczało. Przestałam sobie żałować. Przestałam czuć, że mam mało. Czułam, że mam coraz więcej. Wydawałam coraz więcej.

Niejednokrotnie było tak, że starczało mi od pierwszego do pierwszego, ale ufałam, że będzie dobrze, że zawsze na wszystko starczy. Wiedziałam, że tak musi być, bo oddaje się boskiej opiece i ona mi pomoże.


Przestałam się martwić pieniędzmi. Robiłam swoje i robiłam to coraz lepiej. Możesz uznać to za pychę, ale w tym momencie poziom mojej wiedzy jest tak duży, że w rozmowie z ludźmi znam odpowiedź na niemalże każde pytanie. Moja praca wymuszała na mnie konieczność ciągłego uczenia się. Wiadomości przychodziły same, a razem z nimi coraz wyższe poczucie własnej wartości. Czułam, że jestem odpowiednim człowiekiem w odpowiednim miejscu. Kimś, kto chyba niedługo powie, że jest spełniony.

Mam ciągle wzloty i upadki. Dni zastoju, ale też takie, kiedy klienci dobijają się do mnie drzwiami i oknami. W ciągu dwóch lat nie miałam jeszcze ani jednego dnia poślizgu z żadnymi płatnościami i pozwalam światu na dopuszczenie scenariusza, że być może to się kiedyś zdarzy. Nie zmieni to mojego uwielbienia dla świata.

Miłość a Prawo Przyciągania


Kiedyś uważałam, że jestem ciągle niewystarczająco dobra dla kogoś. Byłam ładna, mądra, zaradna, a mimo to ciągle bez faceta. Byłam taką biedną skrzywdzoną istotką, która maskowała się hardością ducha. Faceci się mną interesowali, ale koniec końców zawsze było tak, że mimo mojej zajebistości, odchodzili.

Kiedy zaczęłam robić to, co kocham, nie miałam ochoty ani czasu na to, by zastanawiać się nad swoim nieudanym życiem uczuciowym. Czas wypełniała mi praca. I wtedy, kiedy miałam jej najwięcej, pojawiali się w moim życiu mężczyźni. Ja, nie mając czasu, olewałam ich i wtedy zauważyłam, co następuje:

Facet olewany to facet przywiązany.

Eureka kurwa mać!

To ja się całe życie spinałam, gotowałam, masowałam, skakałam jak na gumie, żeby ich zadowolić, a tu się okazuje, że wystarczy robić swoje, czuć szczęście i oni sami przyjdą?

Zaczęłam się tym bawić. Bawić tym, żeby zlewać to, na czym mi najbardziej zależy i zauważałam kolejne prawidłowości:

Im bardziej czegoś chcę, tym bardziej pewne jest, że świat znajdzie sposób na to, żeby mi to uniemożliwić. Poznałam faceta. Przystojny, cudowny, wspaniały, dobry w łóżku, ambitny. No cud, miód, malina, orzeszki i fajerwerki. Ale bałam się, że to zbyt piękne, że odejdzie i tak dalej i wiesz co? Nawet nie uwierzysz, jaki scenariusz wymyślił Wszechświat, żeby mi go zabrać. To się nadaje na film. Na super tragikomedię. Ryczałam, nie powiem, że nie, ale później zdałam sobie sprawę, że ja to zrobiłam.


Wszystko, czego doświadczasz, powołujesz do życia sam. Powołujesz to pragnieniem lub strachem i od tego nie ma ucieczki. Im bardziej chcesz i musisz i im bardziej się boisz, tym szybciej świat znajdzie sposób, żeby Ci dopiec. Im bardziej pozwalasz życiu biec własnym rytmem, tym łatwiej Ci konstruować rzeczywistość.

Przykłady:

- Szykuję się na imprezę i jestem podjadana jak 150, a partner dzwoni i mówi, że nie idziemy.
- Odstrzelam się na randkę, a okazuje się, że auto nie chce mi odpalić.

Im bardziej byłam na coś nastawiona, tym większe niepowodzenie. No więc mówię sobie tak:

- OK, nie chcesz po dobroci, to weźmiemy Cię sposobem.

- Zapomniałam o tej odwołanej imprezie, a po dwóch tygodniach dostałam zaproszenie na inną, jeszcze lepszą.
- Ja nie pojechałam do Romeo, to Romeo przyjechał do mnie.

Da się, kurwa mać wszystko się da, jeżeli odpuścisz! Jeżeli zdasz sobie sprawę, że życie to nie jest bajka o różowych jednorożcach tylko przypływy i odpływy pozytywnej energii, to dzieją się cuda!

Często łapę się na tym, że przyciągam błyskawicznie.

1. Myślę o tym, żeby ktoś do mnie zadzwonił lub napisał i to się dzieje.
2. Chce kogoś spotkać i mimo że wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że to niemożliwe – spotykam tę osobę.
3. Chce mieć jakiegoś konkretnego klienta z danej branży, mija parę tygodni lub parę dni i on przychodzi. Sam przyłazi! I jeszcze cieszy się jak głupi!
4. Nie chcę czegoś, bardzo mnie coś wkurza i to mi się ciągle zdarza.

To jest tak cholernie proste.

Moje życie zmieniło się o 180 stopni. Z dziewczyny z ambicjami stałam się kobietą, która nie ma marzeń – ona ma cele i wie, że te cele się prędzej czy później spełnią.

Ja nie wizualizuje. Ja po prostu pozwalam. Mam zaufanie do przestrzeni. Akceptuje zimne i ciepłe. Dobro i zło. Szczęście i smutek. Robię to, bo wiem, że to niekończący się cykl i sposób na prawo przyciągania. Jedno nie może istnieć bez drugiego.

Czasami siadam sobie i myślę:

- Hmm, chciałabym tego i tego.

Myślę chwilę, podnieta mnie bierze, ale po chwili zapominam i robię swoje. Nie mam parcia. Nie mówię sobie: Boże, żeby się spełniło, bo palnę sobie w łeb. Oj nie! Ja nawet olewam spełnienie.

Czasami robię sobie wishlisty. Listy rzeczy, które chce mieć. Oglądam je sobie na Allegro, wybieram, dodaje do koszyka, do obserwowanych i po jakimś czasie zapominam. Ale w ten sposób nasycam Wszechświat tym, co chciałabym mieć. I co ciekawe, po jakimś czasie okazuje się, że kurde, ja sobie to już wszystko kupiłam. Mam wszystko, co było na liście, a jeżeli czegoś nie mam, to okazuje się, że to była fanaberia, której już dziś nie potrzebuje.

Wszechświat się nie myli! Otrzymacie jeszcze zanim poprosicie, ale miejcie zaufanie. Miejcie je nawet wtedy, kiedy nic się nie układa. Bo nie wiecie, jaką drogą do spełnienia wybrał Wszechświat. On nie zawsze ma łatwo. Czasami ma pod górkę.

Przestańcie potrzebować pieniędzy. Przestańcie liczyć na to, że ktoś pokocha was tak, jak wy chcecie być kochani. Cieszcie się chwilą. Ja przyciągając pieniądze byłam sobie je w stanie narysować na pociętej gazecie i liczyć te kawałki gazet z zamkniętymi oczami wyobrażając sobie, że to stózłotówki.

Ja cieszę się chwilami złymi i dobrymi, bo wiem, że jest w nich sens. Wiem, że jeżeli dzisiaj dostaję kopa w dupę, to jest on po coś. Nic nie dzieje mi się bez przyczyny. Lecząc obolały tyłek, wiem, że może przyjdzie mi tak robić jeszcze setki razy, ale wiem też, że zmierzam w kierunku dobrego. Że nie ma takiej rzeczy, czy to złej, czy dobrej, która dzieje się bez powodu.

Oczekujcie dobrego! Oczekujcie spokoju. Czujcie miłość nawet przez łzy. Przestańcie skupiać się na tym, co was boli. Przestańcie walczyć z tym, czego nie chcecie.

Nie oglądam serwisów informacyjnych. Nie wiem, co się dzieje w polityce. Nie oglądam „Trudnych spraw” ani niczego, co zaburza moją energię. Robię to, co do mnie należy. Działam według strategii win-win. Każdy ma wygrać. Ja, dając Ci tą motywację, skierowałam Cię na swojego bloga. Ty dostajesz coś, co Ci pomoże, ja dzięki Twojej obecności mogę spełnić swoje kolejne marzenie - tym razem o zostaniu blogerką. Tak trzeba działać.


Stawiam światu warunki. Nie proszę go. Mówię: daj mi, czekam.

Nie wściekam się, jeżeli mi nie daje, bo oznacza to, że jeszcze nie czas.

Manifestacja przychodzi czasami wtedy, kiedy w ogóle zapomniałam już o swoim marzeniu. Po tygodniu, miesiącu, po roku. Przychodzi wtedy, kiedy jest najlepszy czas, kiedy energia się ustabilizowała, a ja otworzyłam się na to, żeby dostać.

Nie jestem milionerką. Nie jestem gwiazdą kina. Nie jestem modelką. Nie jestem wszechwiedząca. Nie jestem ideałem i nie mam zamiaru nim być. Jestem bezczelną niewiastą, która postanowiła, że weźmie to, co do niej należy. To, co świat jej obiecał w momencie, kiedy sprowadził ją na tę ziemię.

On dając mi życie, złożył mi obietnicę, że będę tu kreatorem. Uczę się tego. Uczę się, jak jeden ostatni grosz zamienić w biznes, który daje radość. Jak brak miłości zamienić w stan, kiedy miłość czuję. Uczę się być sobą.

Ty też się tego ucz. Bądź najlepszą wersją siebie. Gdziekolwiek pójdziesz – dawaj radość. Dawaj szczęście i nie wymagaj nic w zamian. Czuj szczęście w każdej chwili. Cokolwiek się nie zdarzy, pamiętaj, że to ma sens. Dostrzegaj pozytywy. Dostrzegaj je nawet wtedy, kiedy wydaje Ci się, że nie masz wyjścia.

Zawsze jest wyjście! Ty jesteś wyjściem. Ty jesteś pytaniem i odpowiedzią. Ty jesteś bogiem i jego dziełem. Ty jesteś nieskończonym pięknem. Masz prawo być, czuć, doświadczać i tworzyć. Masz prawo i możliwość podjąć dziś decyzję, że przyjmiesz wszystko, co się zdarzy i że to wszystko to Twoja droga do celu.

16 komentarzy:

  1. Dostrzegłem Cię na pewnej stronie FB.. Jesteś świetna!
    Miłego.
    Anonim

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam tę teorię. Nie pierwszy raz o niej czytam. Ale jak do licha zamienić uczucie chcenia na wywalone. Jak zrobić, żeby usilnie nie chciało się tego, na czym tak bardzo zależy. Jak w pełnić zaufać, że będzie ok, że samo do mnie przyjdzie to, czego chcę, jak wlasnie dostało się w dupę, wszystko nie wyszło. Co zrobić, żeby mimo wszystko w takiej chwili czuć się pozytywnie i mieć ufność, że i tak będzie dobrze?
    Kiedyś sto lat temu miałam coś w sobie z Ciebie. Uważałam, że wszystko musi mi się udać i się działo. Ale dostałam taki cios, ktory zmienił życie moje i mojej rodziny aż do tej pory. Wszystko idzie jak po grudzie, problem goni problem i nie potrafię już sama siebie przekonać, że wszystko będzie dobrze i odpuścić. Czuję się czasem jak ofiara losu. Beznadziejna i bezwartościowa. Jak sobie wtedy wmówić, że jestem zajebista i wszystko się ułoży? Miałam zdobyć szturmem świat, miałam mieć zajebistą rodzinę i dostatnie, wygodne życiem, a mam poczucie, że kręcę się w kółko. Jakby duże sukcesy były zarezerowane dla innych. Mnie tylko czasem wychodzi coś średniego. Momentami tylko czuje się spełniona. A najlepsze jest to, że wiele osób sądzi o mnie, że jestem chodzącą energią, zarażającą uśmiechem i motywuję innych.
    Nie wiem jak wydostać się z uczucia niedostatku, niespełnienia, nieszczęścia w poczucie dostatku, spełnienia i bycia szczęśliwą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co,gdybym Ci powiedziała, że zmiana nastąpi wtedy, kiedy prawdziwie zaakceptujesz, że tak, jak jest teraz, będzie już przez całe życie?

      Usuń
    2. Ale ja zaakceptowalam, zaakceptowalam ze nigdy nie bede miala do kogo ust otworzyc , ze nigdy nie bede w zwiazku, ze zawsze bede samotna...To przynioslo mi zgorzknienie i poczucie bezsensu zycia!

      Usuń
  3. Strasznie tego nie chce, ale momentami nie mam już siły walczyć i przestaje wierzyć w to, że może być inaczej niż jest teraz :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Btw. Zrobiłam oczy jak 5 zł ;) jeśli zaakceptuje, że ma być przez całe życie jak jest teraz, tzn, że się poddałam. Nie umiem zaakceptować tego stanu, bo jest strasznie niefajny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to mam na myśli.Poddaj się. Z premedytacją pozwól, żeby to, Cię gnębi,Cię zjadło. A jak Cię już zje, strawi i wypluje i zrozumiesz, że tak naprawdę nic się nie stało i nie było się czego bać, to sama zrozumiesz, jak trzeba działać.

      Usuń
    2. Piękne to :) Odpuszczanie i puszczanie. Nie mówię już koleżankom "trzymaj się" ale "puszczaj się" i one wiedzą co robić :)

      Usuń
  5. Hmmm... Rok temu miałam nawet przez kolka tyg stan depresyjny. Prawie nie wstawałam z łóżka. Mam stany nerwicowe, ściskanie w żołądku i trzęsę się w środku w sytuacjach stresujących. To co się stało kilkanaście lat temu, zrysowalo mi głowę do tej pory, bo i do tej pory są konsekwencje nieprzyjemne tamtego wydarzenia. Jednak po tym wszystkim jak mnie dojechało rok temu, nie dostałam nagle powera do działania, nie powstałam jak Feniks z popiołów. Oczywiście miewam okresy, że mam pozytywna energię, wiarę, że się uda i coś tam nawet czasem wychodzi, ale to za mało, zeby czuć satysfakcję z życia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Identycznie wszechświat przyciągnął do mnie obecna Żonę. Zapisałem sobie na kartce cechy kobiety z którą chcę być i .. zapomniałem o tej kartce. Co ciekawe dopiero po paru miesiącach znajomości/związku przypomniałem sobie o tej kartce. Wtedy nie interesowalem się nawet prawem przyciągania. Pozdrawiam super blog ! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Najważniejsze, że się nie poddałaś widząc dezaprobatę mamy. Niewiara bliskich potrafi albo podciąć nam skrzydła albo zmobilizować do działania. Dobrze, że wybrałaś tą drugą drogę i szłaś w zaparte. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Prawo przyciągania dobija się do mnie z każdej strony. Ciągle trafiam na posty o tej tematyce, albo ktoś zupełnie niespodziewanie ten temat przy mnie porusza, a teraz trafiłam na Twojego bloga. Co za niesamowita synchroniczność!
    Zgadzam się z tym, co piszesz.Akceptacja, wrzucenie na luz i wiara, że zasługujemy na lepsze sprawiają, że to lepsze do nas przychodzi. W każdej sferze życia to po prostu działa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Transerfing czystej postaci! Milo przeczytac jak dziala ten mechanizm u innych. To jest proste jak budowa cepa zadnej filozofi, jednak najtrudniejsze jest to zrozumiec. Good job!

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.