Czy umrzesz w spokoju?

kwietnia 25, 2017

Aśka zadzwoniła do mnie krótko po trzynastej. Słuchaj – powiedziała – ojciec Rafała nie żyje. Przez chwilę zamyśliłam się i zdecydowałam, że rzucę wszystko i pójdę na pogrzeb. Nie znałam ojca Rafała, ale Rafała znałam w każdym centymetrze. Byłam mu to winna.

Ty też kiedyś umrzesz


Szafujemy życiem. Wydaje nam się, że jesteśmy nieśmiertelni. Że wolno nam pić, palić, skakać po drzewach i kostucha nigdy po nas nie przyjdzie. Kiedy mamy te dwadzieścia/trzydzieści lat, myślimy, że umieranie to coś, co nas nie dotyczy. Nie szanujemy się. Cholernie nie szanujemy życia. Jego piękna i kruchości, a w końcu przychodzi taki moment, że ktoś informuje innych o naszej śmierci.

Jest zwyczajny pogodny dzień. Nasi znajomi odbierają telefon i słyszą:

Jutro pogrzeb, przyjdziesz?

Zastanawiają się przed chwilę. Myślą o tym, co mają jeszcze do zrobienia i czy opłaca im się zapylać do kwiaciarni po wiecheć i później patrzeć, jak pakują nas do ziemi. Czasami mają sentyment i idą. Innym razem wolą odwiedzić Biedronkę…

Dostajemy tak niewiele czasu. Te kilkadziesiąt lat i cały świat przed sobą. Świat, którego nie sposób spróbować. Widoki, których nie da się ogarnąć. Doznania, których nie sposób doświadczyć. Nie przeczytamy wszystkich książek świata. Nie obejrzymy wszystkich filmów. Nie przeżyjemy wszystkich orgazmów. Niczego nie mamy w pełni. I pewnego dnia przychodzi taki moment, kiedy czujemy, że robi nam się jakoś dziwnie zimno. Świat się zatrzymuje, a nas od środka jakby rozrywa na dwie części. Coś się od nas oddziela, coś chce wyjść i wiemy już, że jeżeli wyjdzie, to po nas.

Łapiemy ten ostatni haust powietrza. Ten ostatni raz przepuszczamy przez płuca tlen, który rwie się, żeby pobudzić komórki. Tylko że one już zdecydowały. Teraz chcą umrzeć. Im już nie zależy, a my mamy w sercu żal. Taki okropny żal, że nie udało nam się przeżyć tego życia tak, jak chcieliśmy. Taki straszny żal o te wszystkie słowa, które chcieliśmy powiedzieć, ale nie mieliśmy odwagi.
Taki wstyd za to wszystko, co sobie obiecywaliśmy, a czego nigdy nie udało się zrealizować. W końcu taką ogromną tęsknotę, że nie kochaliśmy w pełni. Daliśmy się wciągnąć w wir zarabiania i przeskakiwania nad poprzeczkami innych. Chowaliśmy dumę w kieszeń, rezygnowaliśmy z ludzi, którzy byli dla nas ważni. Baliśmy się zrobić wszystko to, co szalone. Siedzieliśmy cicho, żeby przypodobać się innym.



A teraz leżymy tutaj i czujemy, że opuszcza nas świadomość. Że za kilka chwil zostaniemy tylko kupą mięsa, która będzie stygła, aż zrobi się całkiem zimna. Chcemy się wyrwać z objęć umierania, ale jest już za późno. Tego nie da się już cofnąć.  Po co to wszystko – zapytamy siebie. Dlaczego nie dałam sobie szansy na to, żeby żyć tak, jak chciałam? Dlaczego nie zrobiłam nic, żeby umierać teraz w spokoju? Dlaczego muszę odchodzić z poczuciem, że to za wcześnie, że jeszcze niczego nie zaznałam?

Dlaczego nie powiedziałam matce, jak bardzo ją kocham? Dlaczego nie walczyłam o tych, których kochałam? Dlaczego nie rzuciłam tego wszystkiego w diabły i nie oglądałam zachodów słońca? Nigdy nie widziałam, jak zachodzi słońce. Nigdy nie pozwoliłam sobie bez złości moknąć w deszczu. Nigdy nie starałam się zrozumieć ludzi. A teraz umieram i nie można już tego cofnąć. Teraz jest już za późno.

Co poczujesz, gdy włożą Cię do trumny?


Nie żyjemy w pełni, a później dziwimy się, że ludzie nie wiedzą, czy przyjść na nasz pogrzeb.

- Był taki sobie. Ani mnie parzył, ani ziębił, ale o zmarłych się źle nie mówi.

- Nawet ją lubiłam, ale była jakaś taka dziwna.

- Dobra, zrzucimy się na wieniec. Nie wypada nie iść.

Co powiedzą ludzie, kiedy Twój nekrolog zawiśnie przed kościołem? Spuszczą głowę i rzucą wszystko, żeby iść Cię pożegnać, czy burkną pod nosem, że nie mają czasu?

Co Ty pomyślisz, kiedy zaczną wkładać Cię do tej zimnej trumny wyściełanej atłasem?

- Będą ze mną ludzie, którzy wiedzą jak ich kocham

czy

- Boję się, że nikt nie przyjdzie.

Masz tak cholernie mało czasu, żeby zdecydować, jak będzie wyglądał Twój koniec. Tak mało dni i godzin, żeby podjąć decyzję, czy umrzesz w spokoju, czy w strachu przed tym, że zmarnowałeś dany Ci czas.

Moja wiązanka stoi właśnie w wiadrze z wodą. Pójdę na pogrzeb ojca Rafała. Wcale go nie znałam. Ale znałam Rafała. Taki człowiek musiał mieć ojca, któremu należą się piękne kwiaty. Może one osłodzą strach, jaki mógłby czuć na myśl, że nie zrobił tu jeszcze wszystkiego, co chciał zrobić.

1 komentarz:

  1. Treść postu daje wiele do myślenia. Faktycznie, nie doceniamy życia swojego i bliskich. Myślimy, że śmierć to temat tak odległy, iż jeszcze zdążymy zrobić tak wiele rzeczy... Zapominamy jednak, że ta przysłowiowa kostucha może na nas czyhać na najbliższym rogu ulicy.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.