Co myślę o blogerkach urodowych?

kwietnia 20, 2017

Ich blogi mnożą się jak grzyby po deszczu. Gdzie nie spojrzę, to X lub Y promują nowy krem, nową odżywkę lub nową gąbeczkę do cholera wie czego. Blogerki urodowe, bo o nich mowa, to dość specyficzne stworzenia. Kiedyś myślałam, że nie mają do powiedzenia nic oprócz tego, jak wydajny jest dany kosmetyk i "co deklaruje producent". Kiedyś im ufałam.


Blogerki urodowe vs Redaktor Bezczelna


Dawno, dawno temu posiadanie bloga urodowego to był fejm. A jak jeszcze takiego bloga ktoś czytał, to już w ogóle można się było zsikiwać ze szczęścia. Kiedyś te blogi nawet czytałam. Karmiłam się recenzjami, swatchami i zachętami. Piłam pozytywne opinie i gryzłam negatywne. Wierzyłam w to, co czytam.

Blogerka urodowa była guru. Ona się znała na rzeczy, bo miała w łapach tak wiele kosmetyków, że nie mogła się mylić. Ona była doskonała w ferowaniu sądów i świetna w przekonywaniu mnie, że trzeba opróżnić portfel, bo bez tego będą brzydka i w ogóle pies z kulawą nogą na mnie nie spojrzy.

Później nastał szał blogowy. Każdy chciał mieć bloga. Czy taka jedna dziunia z drugą potrafiły pisać, czy też nie - bloga mieć musiały. Musiały napierdalać tam dziubki, żeby zaprezentować nowy błyszczyk i wypinać dupę, żeby pokazać jak to krem super usunął im pryszcze z miejsca, którego i tak nikt nie ogląda. Zrobiło się nieciekawie. Na każdym blogu to samo. Gdzie nie wejdę, tam recenzja tego samego szamponu przeciwłupieżowego i Ty blogerko urodowa dobrze wiesz, jakiego. Ten szampon do dziś wzbudza u mnie niechęć.



Podobne nagłówki, skopiowane pomysły nazw blogów, skopiowane serie, zerżnięte jak tania prostytutka tytuły postów. WTF? Gdzie ta autentyczność, którą się kiedyś tak zachwycałam?

- Blogerki urodowe ocipiały - pomyślałam. Coś im na łeb padło. Może to wizja tego, że dostaną od jakiejś firmy kolejną maseczkę, a może to, że będą mogły sobie obwiesić bloga setką tandetnych banerków podpisanych: moje współprace.

To mnie przerażało. Na tle tego całego blogowego badziewia, tego braku oryginalności wybijały się one - blogowe boginie, które w dupie miały trendy kreowane przez niemyślące nastolatki. Autorki blogów, na których znajdę jedną z rzeczy, których szukam w blogosferze:

- rzetelne informacje
- szczerze opinie
- świetny styl pisania

Mało takich było, ale dzięki temu niektóre mocno wybijały się ponad przeciętność. Nie wiem, czy kojarzysz w ogóle takie blogi jak Italiana Blog, Anwen, Alina Rose czy Blond Hair Care? To są profesjonalne blogerki urodowe. I nie chodzi mi o to, że znajdziesz u mnich kwieciste elaboraty. Po prostu warto je czytać, bo przekazują wiedzę i rozumieją, że mają moc kreowania potężnych opinii. To kobiety, którym jestem w stanie wybaczyć kryptoreklamę czy jakieś drobne potknięcia. Wiele się od nich nauczyłam. Nie tylko o pielęgnacji paszczy czy włosów, ale też o tym, czym rządzi się urodowa blogosfera.

Bo z urodową blogosferą jest bardzo słabo. Nie chodzi już o to, że dziewczyny zaczynają od dupy strony. Problem jest w tym, że większość z nich niczego nie uczy się mimo upływającego czas. A czas płynie im tak samo, jak nam i nie pomoże nowy krem. Najwyżej maść na ból dupy. Tylko że wtedy będzie już za późno.


Profesjonalne blogerki urodowe - gdzie jesteście?


Wyleźcie profesjonalne blogerki urodowe i pokażcie mi się. Naprawdę chce czytać wasze blogi. Tylko nie pokazujcie mi tych żenujących banerków. Przestańcie zasypywać błędami ortograficznymi. Na litość boską, nauczcie się poprawnie składać zdania i przyjdźcie. Przyjdźcie, bo mnie was tutaj potrzeba. Chce was czytać, ale wtedy, gdy będziecie dobre. Bo profesjonalna blogerka urodowa może powiedzieć wprost, że coś jej się nie podoba i nawet wtedy, kiedy dostała to coś za darmo. Kiedy tak zrobi, ma mój dozgonny szacunek. Jeżeli tego nie potrafi - szkoda mi na nią czasu.

Głęboko wierzę, że w blogosferze urodowej jest niewyobrażalny potencjał. Że niejedna blogerka może wpędzić w kompleksy doświadczonego kosmetologa lub dermatologa. Trzeba tylko uruchomić ten potencjał. Pokazać światu, że oprócz najnowszej palety cieni do powiek ma jeszcze coś do zaoferowania. Inteligencję, która sprawia, że inne niunie bledną i asertywność, dzięki której potrafi powiedzieć NIE, kiedy inni mówią potulne TAK.

W końcu jaja, żeby robić bloga po swojemu. I na tych jajach właśnie dziś poprzestaniemy.

9 komentarzy:

  1. No kochana, takiego tekstu nie da się przeoczyć!!! Sama jestem blogerką urodową i doceniam twoją szczerość, bo nie każdy ma na to odwagę! Bloga prowadzę od 1,5 roku i przyznam się, że dopiero niedawno zgodzilam sie na pierwsza wspolpracę, nie jest to może nic konkretnego ale bony chyba jednak są lepsze niz jakies probki kosmetykow. Blog jest moją pasją, dlatego jeszcze nie patrzę na niego przez pryzmat pieniędzy. Chcę zostać Wizażystką, stylistką paznokci itp i w tym kierunku dążę. I póki co, chcę się dzielić tym, co kocham robić poza życiem codziennym! A blog jeszcze bardziej mnie motywuje do działań. Wiem, że teraz aż się roi od blogerek, najwięcej chyba modowych i nie każdy działa fair ale takie mamy czasy, jedne prowadzą bloga dla pasji a inne dla kilku ciuszków itp. Podziwiam wiele blogerek ale chcę chodzić własnymi ścieżkami i uczyć się na własnych blędach. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  2. HA ha fajny wpis :D Brawo za odwagę :) Rzeczywiście blogowy świat mnie zaczął przerastać i chciałam z niego zrezygnować, ale dlaczego mam to robić jeżeli sprawia mi to przyjemność i jest to moją pasją? Nie mam żadnych profitów z prowadzenia bloga, wręcz przeciwnie, ale zauważyłam, że mam coraz to więcej czytelników i to mnie napędza :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię takich blogów i tych modowych też. Dla mnie są nudne. Zwyczajnie po prostu. A skąd czerpać wiedzę, a choćby od pani w sklepie i z własnego doświadczenia, ale zaraz o tym czytać elaboraty i zdjęcia oglądać. Nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Ładnie i rzeczowo ujęłaś to o czym ja mruczę ze złością pod nosem. Nie przepadam za takimi blogami, ale wchodzę na nie wtedy, jeśli szukam coś konkretnego. Mam w zwyczaju komentować blogi i posty, ale co napisać pod recenzją kremu, który to recenzentka dostała i chemia w nim aż trzeszczy a dziewczę się w samych superlatywach wyraża?? Sory, ale za tusz do rzęs czy błyszczyk na pyszczydło nie chciało by mi się robić wpisu na blogu. Chyba wyżej cenię swój czas poświęcony na recenzję. Owszem dostaję produkty do testowania, ale musi to być coś co albo nie znam i chcę wypróbować, albo jestem przekonana co do wartości produktu. Żadne produkty typu instant ani też kaszki, które jeszcze sama bym musiała bym sobie kupić.... Ale jak widać musi to być fajne skoro tyle dziewczyn się tym para. Leniwa jestem i nie rozumie takich pracowitych pszczółek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Jaga, trafiały mi się takie kosmetyki, które były wypakowane chemią, ale skoro działały lepiej niż te naturalne to... sama rozumiesz. Myślimy krótkoterminowo. Wiele zawdzięczam recenzjom niektórych produktów, głównie dermokosmetyków, tak więc absolutnie nie neguje zasadności prowadzenia takiego bloga.

      Usuń
  5. Nic dodać, nic ująć. No dobrze, dodam jedną kwestię. Przeraża mnie kom za kom, obs za obs na grupach na Fb. Co za praktyka! Jaki w tym sens?

    OdpowiedzUsuń
  6. Super SUPER SUPER i jeszcze raz super tekst idealnie opisuje to co się dzieje w blogosferze urodowej. Co mnie osobiście odrzuca to masa reklam nawalonych na blogach porażka ...
    Pozdrawiam i napewno będę chętnie tu zaglądać. Ja również zaczynam ale napewno mog blog nie będzie tak wyglądał jak jedna wielka ściema i beznadziejne recenzje nic nie wnoszące. Pozdrawiam ❤️

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja lubię czytać o kosmetykach i innych rzeczach na blogach blogerek. Czasem one podpowiadają czy warto kupić jakiś kosmetyk czy nie. W ogóle wybieram się 21 maja do Nadarzyna do Ptaka na targi beautydays i tam mają być blogerki i vlogerki, więc fajnie będize je spotkać i podłuchąc co mają do powiedzenia w kwestii urody.

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.