Wpuśćcie mnie! Jestem świąteczną reklamą!

grudnia 11, 2015
Cześć kochanie!

Najpierw przyszło dwóch takich panów i mnie wymyślili. Przedtem nie było nic, nie było mnie, nie było tego całego świątecznego grajdołu. Jeden z tych panów stwierdził, że trzeba się za mnie jak najszybciej zabrać, bo już lipiec, a ja nie miałam pojęcia co to będzie oznaczać. Udawałam dzielną, ale wcale nie czułam się dobrze w nadanej mi roli. Jestem świąteczną reklamą, zrobili mnie w lipcu.

Miałam być piękna i przekonująca. Chcieli, abym emanowała rodzinnym ciepłem, wprawiała ludzi w nastrój słodkiego lenistwa i wyciskała z nich jak najwięcej kasy. Dziwiło mnie trochę, że chcą pod tą sielankową przykrywką sprzedać marny produkt o zawyżonej cenie, ale przecież ja nie mam tu nic do powiedzenia. Oni są moimi matkami i ojcami, oni najlepiej wiedzą czego wam potrzeba. Ja jestem tylko środkiem, dzięki któremu osiągają swój cel.

Był lipiec, tak wiem, mówiłam to już, ale chce powtórzyć, abyście wszyscy wiedzieli, jak ciężko jest wprawić się w świąteczny nastój w środku lata. Im to nie przeszkadzało, potrafili śmiać się i płakać na zawołanie, zachwycać nad kostką toaletową i pić przy tym dziwnie pachnące wino. Twierdzili, że nie jestem doskonała, że nie chwycę, że czegoś mi brakuje i w ogóle jak można było stworzyć coś tak paskudnego, jak ja. Przerabiali mnie tygodniami, czułam się jak stary, wymiętolony przez psa kapeć.

Gdybyście mnie wtedy widzieli, omijalibyście półki, na których stoi prezentowany przeze mnie produkt. Nie powiem wam, co reklamuje, nie w tym rzecz. Obojętnie co by to było, historia zawsze się powtarza. Moje siostry powstały tak samo, jesteśmy jednym tworzywem, które ma za zadanie wpłynąć do waszych mózgów i uformować kształt tego, co chcecie mieć. Kiedyś tego nie potrzebowaliście, dzisiaj to macie, bo stworzono nas - najlepsze alarmy, które informują, że jesteście gorsi od sąsiadów, dlatego, że nie posiadacie rzeczy X lub Y.

Zresztą może nawet nie chcecie mnie słuchać, bo właściwie jak tu powiedzieć znajomym, że rozmawiało się z reklamą? W moim środowisku to naturalne, nie mogę rozmawiać z nikim innym, ale wy? Nie, wy macie mnie tylko słuchać. Tak jak słuchacie mnie od 3 listopada, kiedy to oficjalnie rozpoczyna się ostatnio sezon na świąteczne reklamy. W branży mówią na to: nowa jesienna ramówka albo nagonka na kretynów, jak kto woli. Tak więc wyemitowali mnie tuż po Wszystkich Świętych, ze smutkiem stwierdzając, że niestety nie da się tego zrobić wcześniej. Dziękuje Bogu, bo jaki byłby wstyd pokazywać się w lipcu...


Nie wiem, czy teraz jestem dobra, czy sprzedaje tyle ile powinnam. Wiem jednak, że dzieci w całej Polsce ciągnęły rodziców przed ekrany telewizorów, krzycząc: Zobacz! Będą święta! Na co rodzicie odpowiadali: Nie da się nie zauważyć. Inne reklamy, te, które oglądacie już od kilku lat, śmieją się ze mnie, że będę gwiazdą jednego sezonu, że jestem droga, a i tak nikt mnie nie kupi. Chciałabym, żebyście mnie lubili, żebyście nie zmieniali kanału za każdym razem, kiedy mnie emitują. Nie musicie kupować tego, co reklamuje, ja nie jestem taka zła, to oni mnie taką stworzyli. Wiedziałam, że mnie polubicie.

I nie obiecuje wam, że zakup mną spowodowany będzie trafny. Być może moglibyście lepiej wydać te pieniądze, ja nie powinnam kierować się sentymentem, mam być komercyjna i zachłanna. I taka jestem, jak wredna lalka, która patrzy z ukosa na lepiej ubrane koleżanki. Mam sprawić, żebyście mnie pokochali i nie ważne, że do świąt jeszcze dużo czasu, wy już dzisiaj macie pragnąć tego, co wam oferuje. Lubicie mnie prawda? Wpuśćcie mnie do domu, nie zostawia się na mrozie świątecznej reklamy. To wbrew tradycji...

Brak komentarzy:

Obsługiwane przez usługę Blogger.